Niedawno napisałem, że jestem jednocześnie smutny i szczęśliwy ale teraz to już chyba tylko smutny, a najgorsze jest to, że mam świadomość o tym, że mogłem cały smutek/sytuacje do niego pasujące sam wymyśliłem, ja wiem, że mam tendencję do dołowania, nad którą próbowałem pracować tak dużo razy, że tego nie zliczę ale nadal nie umiem tego pokonać dlatego dam sobie spokój. Chyba. Wiem, że jestem lekko niezrównoważony psychicznie i mam trudny charakter, zwłaszcza do "życia" (jeśli mogę to tak nazwać) ze mną ale nic z tym nie zrobię, tak już jest. Ostatnio sobie postanowiłem, że muszę przemyśleć poważnie nad wszystkimi decyzjami (bądź co bądź dla mnie ważnymi), które już podjąłem, zwłaszcza tymi o ludziach. Niby do tej pory próbowałem ale w ogóle nie wychodziło, a teraz mam taką melancholie, że aż mnie kusi do tego. Po prostu nie wiem czy osoby, które wybrałem są hm.. odpowiednie i czy dają mi (jak to pisałem wcześniej) więcej radości niż przykrości. Ale co dziwne, to jeden z tyc...