Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2014

Smutek i jego prawdziwość.

Niedawno napisałem, że jestem jednocześnie smutny i szczęśliwy ale teraz to już chyba tylko smutny, a najgorsze jest to, że mam świadomość o tym, że mogłem cały smutek/sytuacje do niego pasujące sam wymyśliłem, ja wiem, że mam tendencję do dołowania, nad którą próbowałem pracować tak dużo razy, że tego nie zliczę ale nadal nie umiem tego pokonać dlatego dam sobie spokój. Chyba. Wiem, że jestem lekko niezrównoważony psychicznie i mam trudny charakter, zwłaszcza do "życia" (jeśli mogę to tak nazwać) ze mną ale nic z tym nie zrobię, tak już jest. Ostatnio sobie postanowiłem, że muszę przemyśleć poważnie nad wszystkimi decyzjami (bądź co bądź dla mnie ważnymi), które już podjąłem, zwłaszcza tymi o ludziach. Niby do tej pory próbowałem ale w ogóle nie wychodziło, a teraz mam taką melancholie, że aż mnie kusi do tego. Po prostu nie wiem czy osoby, które wybrałem są hm.. odpowiednie i czy dają mi (jak to pisałem wcześniej) więcej radości niż przykrości. Ale co dziwne, to jeden z tyc...

Ludzie.

Przez całe ostatnie wydarzenia a właściwie życie doszedłem do wniosku, że (niestety) ludzie, którzy dają nam najwięcej szczęścia dają też najwięcej smutku, nie mówiąc tu o rodzinie. Nie zamierzam tu pisać jaki jestem smutny czy wstawiać jakieś dołujące piosenki, bo wyrosłem (co też jest do dyskusji) z tego i w sumie to się cieszę ale to wcale nie znaczy, że jestem optymistą. Po prostu żyję z dnia na dzień stosownie do sytuacji/miejsca/ludzi i wiem, że tak ma większość osób ale tylko do pewnego stopnia, a ja praktycznie całkowicie. I dawniej, jak łatwo sobie to pomyśleć, w tym całym dobieraniu zatraciłem albo zapomniałem siebie, tego prawdziwego. W zasadzie to nie wiem czy jest on jeden ale lepiej mi żyć z myślą, że jest po prostu kilka "mnie" i pogodzić się z tym a nie iść w zaparte. Wpis krótki bo totalnie nie mam humoru ale miałem jakąś dziwną chęć napisania czegokolwiek, jakimś cudem mnie to pociesza/zajmuje, nie wiem jak to nazwać. W zasadzie niczego już nie wiem i nikogo...

Smutek i szczęście.

Trochę tego nie rozumiem ale generalnie wychodzi na to, że kiedy jestem najbardziej szczęśliwy (albo tak mi się wydaje) to najbardziej działa na mnie odczuwanie smutku. To jest pewne bo sporo nad tym myślałem, ale szukając wyjaśnienia doszedłem do wniosku, że szczęście w pewien sposób mnie rozczula i przez to jestem dużo bardziej emocjonalny, a piszę o tym bo mam tak ostatnio. Jestem bardzo szczęśliwy i jakby ułożony ale dużo bardziej wszystko odczuwam, potrafię się rozpłakać czy poważnie zasmucić oglądając anime, czytając książkę itd. (zazwyczaj mi się to nie zdarza, a przynajmniej nie tak często) Nie to, że mi taki stan rzeczy nie odpowiada tylko nie jestem przyzwyczajony przez co odnoszę wrażenie, że to jest dziwne. A poza tym przekonałem się, że pomimo szczęścia, mówiąc tylko o tym związanym z ludźmi, które mamy w jakby większej ilości przez coś w rodzaju prezentów itd. to jest też to związane z samą czyjąś obecnością, samo bycie obok jakiejś osoby może dawać nam radość co także j...

Osobowość.

Jestem całkowicie świadomy, że mój charakter i osobowość od zawsze były lekko inne od reszty, ale to co ostatnio wyrabia mój mózg (przypuszczam, że to jego wina) przechodzi moje pojęcie. To nie są do końca zwyczajne "humorki" ale jako, że są prawie bliźniaczo podobne to je tak nazwę dla ułatwienia. Chyba każdy wie jak one wyglądają a u mnie prawie tak samo tylko, że cały czas. W ciągu 5 minut potrafię z bardzo miłej osoby zmienić się w bardzo chamską, żeby jeszcze miało na to wpływ jakieś czynniki z zewnątrz, rzeczy dla mnie ważne, ale nie bo po co, to się dzieje samoistnie, bez niczyjej ingerencji. I w sumie to nie śmiałbym aż tak odważnie o sobie mówić bo stwierdzenia "bardzo" lub "inny od reszty" są bardzo często złudne to przez jakże wspaniałe historie rozmów choćby na chatach internetowych doskonale mi to pokazują. Na początku myślałem, że to chamstwo/wściekłość itd. biorą się z jakiegoś "ciemnego" zakątka mnie ale jakoś nieodparcie wydaje ...

Smutek i obojętność

No więc wiem, że dawno nic nie napisałem ale standardowo powiem, że po prostu nie miałem ochoty. Ostatnio wiele się w moim życiu wydarzyło i to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że z każdej sytuacji coś wynoszę, czasami coś złego ale przeważnie jest to jakieś, wartościowe doświadczenie. Przykładowo ostatnio stwierdziłem, że jak jestem smutny albo "zamulony" to zamiast szukać pocieszenia w np. spotykaniu się ze znajomymi zrozumiałem, że mogę im po prostu zepsuć humor czy spotkanie (nie, że nie mogą mi pomóc) i po prostu wolę zająć się komputerem, gram bardzo często ale jak jestem tak jak wcześniej ogólnikowo powiedziałem smutny, to robię to nadmiernie, coś jak szukanie zapomnienia w jakimś uzależnieniu z tą różnicą, że ja to lubię. A tak jeszcze dodam, że spotkałem bardzo wiele postaw ludzi w życiu, lepszych, gorszych czy nawet obraźliwych i choć wiem, że ta obojętna jest tak naprawdę w większości przypadków zła i do niczego nie prowadzi to jednak na razie pasuje mi najbar...