Trochę tego nie rozumiem ale generalnie wychodzi na to, że kiedy jestem najbardziej szczęśliwy (albo tak mi się wydaje) to najbardziej działa na mnie odczuwanie smutku. To jest pewne bo sporo nad tym myślałem, ale szukając wyjaśnienia doszedłem do wniosku, że szczęście w pewien sposób mnie rozczula i przez to jestem dużo bardziej emocjonalny, a piszę o tym bo mam tak ostatnio. Jestem bardzo szczęśliwy i jakby ułożony ale dużo bardziej wszystko odczuwam, potrafię się rozpłakać czy poważnie zasmucić oglądając anime, czytając książkę itd. (zazwyczaj mi się to nie zdarza, a przynajmniej nie tak często) Nie to, że mi taki stan rzeczy nie odpowiada tylko nie jestem przyzwyczajony przez co odnoszę wrażenie, że to jest dziwne.
A poza tym przekonałem się, że pomimo szczęścia, mówiąc tylko o tym związanym z ludźmi, które mamy w jakby większej ilości przez coś w rodzaju prezentów itd. to jest też to związane z samą czyjąś obecnością, samo bycie obok jakiejś osoby może dawać nam radość co także jest lekko niezrozumiałe z racjonalistycznego punktu widzenia.
A poza tym przekonałem się, że pomimo szczęścia, mówiąc tylko o tym związanym z ludźmi, które mamy w jakby większej ilości przez coś w rodzaju prezentów itd. to jest też to związane z samą czyjąś obecnością, samo bycie obok jakiejś osoby może dawać nam radość co także jest lekko niezrozumiałe z racjonalistycznego punktu widzenia.
Komentarze
Prześlij komentarz