Przejdź do głównej zawartości

Żądza władzy z człoweczeństwo

Tak jeszcze offtopowo napiszę, że dumałem ostatnio nad nazwami postów i uznałem, że lekko umniejszą charakterowi mych wypocin ale średnio z pomysłem na coś innego, to nie jest i nie ma być w żaden sposób blog popularny, reklamujący cokolwiek dlatego nie widzę sensu w krzykliwych tytułach, mówiąc dosłownie miałyby idiotyczny wyraz przy charakterze postów więc chyba zostanie tak jak jest, czyli będę kontynuował moje nieudolne próby zmieszczenia treści tekstów w 2-3 słowach.

A przechodząc do tematu, będzie mi ciężko opisać to w sposób w jaki bym chciał ale mogę obiecać, że się postaram. Ogólnie władza to pojęcie dosyć obszerne i żeby, trochę bardziej to zobrazować to np. taki dyrektor szkoły czy coś podobnego jedynie lekko zahacza o tematykę, piszę prędzej o kimś w rodzaju króla, dyktatora, władzy absolutnej lub czegoś podobnego i choć zwykłem pisać o negatywach to tutaj raczej nie o to chodzi. Mianowicie bycie dobrym władcą jest, jak pokazała nam historia, niesamowicie wielkim wyzwaniem i moim zdaniem by taką osobą być trzeba w pewien sposób zrezygnować z człowieczeństwa, z naturalnych instynktów, zwłaszcza przedkładania dobra rodziny, bliskich a także swej osoby nad wszystko inne. Jak wspomniałem jest to bardzo trudne, ale nie niemożliwe, nie mam zamiaru rzucać tu przykładów bo nie jest to zbyt ciężkie do pojęcia, bardziej skłaniając się ku memu egocentryzmowi zastanawiam się jak ja podołałbym takiej kwestii. Przypuszczam, że w życiu wielu rządzących w wielu miejscach dawniej i dziś przychodził moment gdy trzeba było wybrać co się dla nas liczy. Zahaczając o jeszcze szersze tematy to wydaje mi się, że większość ludzi ma momenty, w których (zabrzmi to okropnie płytko) zastanawia się czy droga, którą podąża i rzeczy, które robi są właściwie. Problem w tym, że właściwie nie ma żadnej opcji byśmy się tego dowiedzieli, to jeden z gorszych aspektów życia w ogóle. Ponadto większość osób paradoksalnie lubi gdy ktoś mówi im jak żyć, jak robić pewne sprawy, zwłaszcza te najtrudniejsze, te w których tak na prawdę nikt nie może nam pomóc, a jeśli załóżmy istnienie takiego boga nie jest stwierdzone dowodem to kwestia wiary jako takiej jest bardzo wątpliwa i powinna odnosić się do konkretnej osoby, każdej po kolei, jako jego indywidualny wybór, a nie przymus czy ogólna "racja".
Ten post niestety nic nie wnosi, to zwykły kłębuszek myśli, trochę rozlazły ale mniej więcej napisałem to co chciałem więc powinno być dobrze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kochać, to znaczy istnieć

 Przeraża mnie zabobonność, ignorancja i arogancja, czasem mam wrażenie, że inni ludzie są przewlekle zdziwieni faktem, iż jestem dla nich zwyczajnie miły czy też kulturalny.  Specjaliści, różnej maści usługodawcy są zdziwieni, że traktuje ich poważnie, profesjonalnie. Czasem zastanawiam się, jak musi wyglądać przeciętna interakcja takich osób, jeśli moja, zdaje mi się, przeciętna kultura w kontakcie z nimi stanowi takie zaskoczenie. Jaki świat tworzą osoby, które tak się zachowują, co ich otacza.  Najsmutniejsze są chyba zwierzęta, które przy okazaniu odrobiny czułości i miłości wewnętrznie ożywają, oddając tę miłość, jak tylko mogą. Czy inni są tak nieczuli, czy też ja przesadnie emocjonalny? Nie potrafię wyobrazić sobie świata, w którym miałbym nie kochać, chwil, miejsc, ludzi, zwierząt, wszystko to zapewnia tak wiele radości, na tak wielu płaszczyznach. Porażki, czy też momenty załamania, przynajmniej z obecnej perspektywy wydają się być jedynie małymi przerwami, drob...

Niechęć.

Problem z pisaniem kolejnych wpisów to nie brak pomysłów, bo te przychodzą, on leży gdzieś indziej. Mianowicie jeśli już na coś wpadnę i dokładnie to przemyślę to praktycznie zawsze dochodzę do wniosku iż jest to rzecz na tyle oczywista, że nie warto jej opisywać, a jeśli ktoś jeszcze do niej nie dotarł to chyba lepiej by sam odrobił tą lekcję i nauczył się na błędzie, łatwo zrozumieć coś po przeczytaniu, znacznie ciężej to zaakceptować i zastosować. Natomiast pisząc tylko o sobie i sytuacjach czuję się okropnie egoistycznie, nie lubię skupiać się jedynie na sobie, to znacząco ogranicza mi perspektywę, a pisząc w ten sposób trochę to robię, bo me myśli idą na tory dotyczące jedynie mej osoby. Kolejnym problemem jest moja wieczna potrzeba udoskonalania wszystkiego co z siebie wypuszczę, najchętniej usunąłbym jakieś 3/4 postów znajdujących się na tym blogu bo nie pasuje mi w nich główna sentencja czy nawet kilka zdań. To nie to, że stają się nieaktualne (chociaż czasem też) ale czuję, że...

(nie)zrozumienie

  Jestem osobą dosyć nietypową co chyba jasno możecie określić z moich poprzednich wpisów (jeśli mnie nie znacie) ale zauważyłem, że dosłownie w każdej mojej przyjaźni samoistnie, bo nie celowo, zmieniam ludzi, z którymi przebywam, czasem na lepsze, czasem na gorsze ale generalnie tak, żeby mi odpowiadało. I mam poczucie, że jest brzmi to jak częściowe wysługiwanie się ludźmi to takie nie jest, bo są to zmiany z rodzaju tych mniej ważnych, ale fakt, że potrafię tak zmieniać swoje otoczenie bez mojej woli sam w sobie jest dla mnie ciekawy.   Ogólnie to sam siebie nie rozumiem, moich potrzeb, oczywiście te podstawowe owszem, ale mam pełno wewnętrznych potrzeb, że albo nie umiem ich zidentyfikować albo są na tyle dziwne i niezrozumiałe, że staram się myśleć, że ich nie ma. To, że przyjaciele mnie nie rozumieją jest przy takim toku myślenia całkowicie oczywiste i właściwie, to żaden z moich znajomych nie ma odgórnego wpływu na moje postępowanie, jeśli nawet próbuje to może ingero...