Ogólnie pomijając fakt, że przynajmniej teoretycznie ciągle piszę o sobie ponieważ moja własność intelektualna to ja, to jednak wydaje mi się, że rzadko piszę o mnie jako osobie fizycznej, istniejącej w rzeczywistości. Możliwym jest, że to co ja myślę o sobie jako małym dzieciaku to fałsz, możliwe, że to nie jest prawdziwe, albo nie jest takie w pełni. Ale cała wizja mnie pasuje do Deminika, którego znam dziś więc mi pasuje. Ogólnie moje wrażenie to lekko zagubiony, wolny duchem chłopiec, który (wiem, jak śmiesznie to brzmi) wychował się w lesie, dlaczego można by spytać, otóż mieszkałem na obszarze parku, tam znajdował się mój pierwotny dom, z którego wyniosłem się dopiero w podstawówce. Chodziłem po drzewach, dawałem jedzenie wiewiórkom, spotykałem dziki itd, coś jak niedorobiony tarzan ^>^
Wydaje mi się, że to w znaczącym stopniu wpłynęło na mnie i sprawiło, że byłem bardzo aspołeczny, mogłem się dogadać z każdym, byłem gadatliwy ale nie byłem nauczony wielu podstawowych zachowań, zwłaszcza wobec moich rówieśników (ogółem wszystkich poza rodzicami). Do końca podstawówki miałem jednego przyjaciela, któremu nigdy się nie zwierzałem, w ogóle nie potrafiłem zrozumieć jak można mówić prawdę jako taką, to nie miało sensu, wystarczało mi, że ja wiem jak jest i co czuje. Z wiekiem zaczęło się to zmieniać ale nie aż tak jak powinno, nie tak szybko. Pomijam resztę wydarzeń bo przynajmniej na razie nie mam chęci ani potrzeby o nich pisać, już same te słowa na górze są dla mnie dosyć ciężkie, dziwnie się czuję pisząc to tutaj, oduczyłem się zwierzać czy opowiadać o sobie prawdziwym, ale od czegoś trzeba zacząć.
Odchodząc od przeszłości i rzeczy jej dotyczących, ostatnio patrząc w lustro miałem dosyć dziwne myśli, poczułem, że ciało jest mi całkiem zbędne, w ogóle mnie nie interesuje, jest tylko przekazem mych uczuć, słów, ale niczym więcej. Może dlatego nigdy nie potrafiłem zrozumieć kultu siłowni, pakowania czy zmieniania wyglądu co tydzień. Nie to, że chcę być tłusty, nie umieć podnieść ławki. Raczej traktuje się fizycznego jako coś co musi być, więc z tym żyję i nie narzekam ale gdybym mógł mieć wieczny mózg a opcją dotyku to chyba bym się skusił, ogólnie kult ciała jest dla mnie lekko mówiąc dziwny.
Wydaje mi się, że to w znaczącym stopniu wpłynęło na mnie i sprawiło, że byłem bardzo aspołeczny, mogłem się dogadać z każdym, byłem gadatliwy ale nie byłem nauczony wielu podstawowych zachowań, zwłaszcza wobec moich rówieśników (ogółem wszystkich poza rodzicami). Do końca podstawówki miałem jednego przyjaciela, któremu nigdy się nie zwierzałem, w ogóle nie potrafiłem zrozumieć jak można mówić prawdę jako taką, to nie miało sensu, wystarczało mi, że ja wiem jak jest i co czuje. Z wiekiem zaczęło się to zmieniać ale nie aż tak jak powinno, nie tak szybko. Pomijam resztę wydarzeń bo przynajmniej na razie nie mam chęci ani potrzeby o nich pisać, już same te słowa na górze są dla mnie dosyć ciężkie, dziwnie się czuję pisząc to tutaj, oduczyłem się zwierzać czy opowiadać o sobie prawdziwym, ale od czegoś trzeba zacząć.
Odchodząc od przeszłości i rzeczy jej dotyczących, ostatnio patrząc w lustro miałem dosyć dziwne myśli, poczułem, że ciało jest mi całkiem zbędne, w ogóle mnie nie interesuje, jest tylko przekazem mych uczuć, słów, ale niczym więcej. Może dlatego nigdy nie potrafiłem zrozumieć kultu siłowni, pakowania czy zmieniania wyglądu co tydzień. Nie to, że chcę być tłusty, nie umieć podnieść ławki. Raczej traktuje się fizycznego jako coś co musi być, więc z tym żyję i nie narzekam ale gdybym mógł mieć wieczny mózg a opcją dotyku to chyba bym się skusił, ogólnie kult ciała jest dla mnie lekko mówiąc dziwny.
Komentarze
Prześlij komentarz