Nie jestem w stanie powiedzieć, jak wiele razy widziałem bzdurne powiedzonka "bez muzyki nie mógłbym żyć" i być może nie są one aż takie bzdurne, ogólnie nie lubię takiego sposobu mówienia na różne rzeczy, przypuszczam, że wynika to z wszechobecnej obojętności, która mną zawładnęła (jeśli chodzi o przyziemne rzeczy).
Ja czuje coś trochę odmiennego bo słuchając muzyki nie słucham jej w sensie dosłownym, nie znam nut, akordów, nie nasłuchuję błędów, potrafię odróżnić (przynajmniej w tych mało kontrowersyjnych kawałkach) dobre granie od złego i tyle mi w sumie starcza, bo muzyka nie tyle pozwala mi odnaleźć siebie co raczej uruchomić niektóre kawałki mnie. Rozwijając myśl, Indie Rock (zwłaszcza Angielski) budzi we mnie jakiegoś zakochanego naiwnego chłopca, Jazz wstrzymanego i oddanego kulturze dżentelmena, Rap często pobudza ego albo wywołuje smutek, mógłbym tak wymieniać bez końca ale bazowo opiera się to na uruchamianiu czegoś, jakichś trybików w środku mnie i to jest chyba to co najbardziej kocham w muzyce ;)
Ja czuje coś trochę odmiennego bo słuchając muzyki nie słucham jej w sensie dosłownym, nie znam nut, akordów, nie nasłuchuję błędów, potrafię odróżnić (przynajmniej w tych mało kontrowersyjnych kawałkach) dobre granie od złego i tyle mi w sumie starcza, bo muzyka nie tyle pozwala mi odnaleźć siebie co raczej uruchomić niektóre kawałki mnie. Rozwijając myśl, Indie Rock (zwłaszcza Angielski) budzi we mnie jakiegoś zakochanego naiwnego chłopca, Jazz wstrzymanego i oddanego kulturze dżentelmena, Rap często pobudza ego albo wywołuje smutek, mógłbym tak wymieniać bez końca ale bazowo opiera się to na uruchamianiu czegoś, jakichś trybików w środku mnie i to jest chyba to co najbardziej kocham w muzyce ;)

Komentarze
Prześlij komentarz