Przejdź do głównej zawartości

O kradzieży, pasji i długich związkach.

Zaczynając o długich związkach to chciałbym powiedzieć że bardziej niż to dlaczego ludzie potrafią być razem bardzo wiele lat (co jest dla mnie oczywiste) chciałbym powiedzieć dlaczego potrafią być tyle w nieszczęśliwych związkach (także tych, które okazały się błędem na samym końcu). Przechodząc do sedna to mam wrażenie że większość ludzi patrzy na taką relacje jako na efekt swoich działań, coś na co poświęcił znaczną część swojego życia, jak z pracą czy karierą tylko dot. drugiej osoby i głupio by było po prostu z tego zrezygnować. W sensie nie tyle głupio co kompletnie bezcelowo, chodzi mi o to, że ludzie raczej nie potrafią odpowiedzieć na pytanie "po co to wszystko" i dlatego są razem, bo nie umieją znaleźć innej drogi wyjścia z sytuacji. Nie każdy potrafi po prostu zerwać, zwłaszcza jeśli ma się już np. dzieci/mieszkanie itd.
To tyle o związkach, przechodząc do pasji (kradzież to tylko przykład) to mam wrażenie, że wiele złodziejów (nie mówiąc o tych drobnych) wcale nie robi tego dla zysku, podobno zdarzały się sytuacje gdy ktoś po kradzieży np. kilkunastu diamentów, po prostu je wyrzucał, Moim zdaniem podobnie jest z większością pasji i zainteresowań, ostatnio na filmie, który widziałem facet wygrał bodajże 15 milionów w pokera i po wygraniu kilka minut gratulował konkurentowi a potem z kamienną twarzą po prostu sobie poszedł. Mam wrażenie, że ludzie tak bardzo skupiają się na wygranej (jeśli to lubią) i cieszą się z samej "gry" że zapominają że na końcu jest np. nagroda, jest to tylko dodatkiem i to jest w sumie zajebiste, że pomimo możliwości wygrania ogromnych sum ludzie mają je dosłownie w dupie i oddają się swojej pasji |(na tym chyba bazuje)
To tyle na dziś, dzięki za wyświetlenia :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kochać, to znaczy istnieć

 Przeraża mnie zabobonność, ignorancja i arogancja, czasem mam wrażenie, że inni ludzie są przewlekle zdziwieni faktem, iż jestem dla nich zwyczajnie miły czy też kulturalny.  Specjaliści, różnej maści usługodawcy są zdziwieni, że traktuje ich poważnie, profesjonalnie. Czasem zastanawiam się, jak musi wyglądać przeciętna interakcja takich osób, jeśli moja, zdaje mi się, przeciętna kultura w kontakcie z nimi stanowi takie zaskoczenie. Jaki świat tworzą osoby, które tak się zachowują, co ich otacza.  Najsmutniejsze są chyba zwierzęta, które przy okazaniu odrobiny czułości i miłości wewnętrznie ożywają, oddając tę miłość, jak tylko mogą. Czy inni są tak nieczuli, czy też ja przesadnie emocjonalny? Nie potrafię wyobrazić sobie świata, w którym miałbym nie kochać, chwil, miejsc, ludzi, zwierząt, wszystko to zapewnia tak wiele radości, na tak wielu płaszczyznach. Porażki, czy też momenty załamania, przynajmniej z obecnej perspektywy wydają się być jedynie małymi przerwami, drob...

Niechęć.

Problem z pisaniem kolejnych wpisów to nie brak pomysłów, bo te przychodzą, on leży gdzieś indziej. Mianowicie jeśli już na coś wpadnę i dokładnie to przemyślę to praktycznie zawsze dochodzę do wniosku iż jest to rzecz na tyle oczywista, że nie warto jej opisywać, a jeśli ktoś jeszcze do niej nie dotarł to chyba lepiej by sam odrobił tą lekcję i nauczył się na błędzie, łatwo zrozumieć coś po przeczytaniu, znacznie ciężej to zaakceptować i zastosować. Natomiast pisząc tylko o sobie i sytuacjach czuję się okropnie egoistycznie, nie lubię skupiać się jedynie na sobie, to znacząco ogranicza mi perspektywę, a pisząc w ten sposób trochę to robię, bo me myśli idą na tory dotyczące jedynie mej osoby. Kolejnym problemem jest moja wieczna potrzeba udoskonalania wszystkiego co z siebie wypuszczę, najchętniej usunąłbym jakieś 3/4 postów znajdujących się na tym blogu bo nie pasuje mi w nich główna sentencja czy nawet kilka zdań. To nie to, że stają się nieaktualne (chociaż czasem też) ale czuję, że...

(nie)zrozumienie

  Jestem osobą dosyć nietypową co chyba jasno możecie określić z moich poprzednich wpisów (jeśli mnie nie znacie) ale zauważyłem, że dosłownie w każdej mojej przyjaźni samoistnie, bo nie celowo, zmieniam ludzi, z którymi przebywam, czasem na lepsze, czasem na gorsze ale generalnie tak, żeby mi odpowiadało. I mam poczucie, że jest brzmi to jak częściowe wysługiwanie się ludźmi to takie nie jest, bo są to zmiany z rodzaju tych mniej ważnych, ale fakt, że potrafię tak zmieniać swoje otoczenie bez mojej woli sam w sobie jest dla mnie ciekawy.   Ogólnie to sam siebie nie rozumiem, moich potrzeb, oczywiście te podstawowe owszem, ale mam pełno wewnętrznych potrzeb, że albo nie umiem ich zidentyfikować albo są na tyle dziwne i niezrozumiałe, że staram się myśleć, że ich nie ma. To, że przyjaciele mnie nie rozumieją jest przy takim toku myślenia całkowicie oczywiste i właściwie, to żaden z moich znajomych nie ma odgórnego wpływu na moje postępowanie, jeśli nawet próbuje to może ingero...