Dopiero ostatnio w pełni zauważyłem, że zrobiłem wokół siebie (tylko psychicznie) ścianę do której praktycznie nikogo z własnej woli nie wpuszczam. Ludzie, którzy znają mnie tylko tego "zewnętrznego" mają w moim odczuciu pełne prawo mówić, że jestem debilem (co zresztą często się zdarza) ale ku mojemu zadowoleniu ci, którzy mnie poznali zwykle cenią mnie i to jaki jestem. Oczywiście przypuszczałem że tak jest ale nie byłem do końca świadomy, tak jak wcześniej pisałem, bardzo dużo cech i potrzeb się u mnie kłóci (wręcz nawzajem wyklucza) ale w sumie to nawet to lubię, takie ciekawe życie. Zauważyłem też, że np. na blogu jestem sobą raczej (choć sam się w tym pogubiłem, może to właśnie tu kogoś udaje? Choć chciałbym i z całych sił wierzę, że to własnie tu i przy najbardziej zaufanych osobach jestem sobą) ale np. w szkole czy gdziekolwiek jestem za tą ścianą. Im bardziej dorastam tym bardziej mam wrażenie, że wykreowałem nieodwracalnie siebie jako bardzo skomplikowaną osobę. Mówi się trudno, ostatnio stwierdziłem, że albo ktoś mnie akceptuje zarówno tego wewnętrznego i zewnętrznego i mi na nim zależy to to jest przyjaciel, bez wyjątków :)
A z tym odbiorem to chodzi mi o to, że zacząłem pisać ten blog o moich przemyśleniach i o mnie ale w bardzo określony sposób, trochę mnie to ogranicza (nie mógłbym teraz, nie wiem np. pisać o grach czy jakimś moim hobby bo to zepsuło by cały odbiór, na którym też mi zależy) ale też podoba mi się. To dosłownie mój blog, o mnie, taki jaki chciałem, bez kłamstw, bez pierdół.
Komentarze
Prześlij komentarz