Jakiś rok temu, najwyżej półtora zauważyłem, że w przeciwieństwie do całej przeszłości przestałem się angażować, wszystko było mi obojętne, znajomi, nauka mógłbym tak wymieniać bez końca ale generalnie chodzi o to, że przez do dziś niewiadome mi powody stałem się tak jakby cieniem, z nikim nie chciałem rozmawiać, izolowałem się od społeczeństwa, nie w sposób chyba w dzisiejszych czasach popularny - żyletka i jakiś blog czy jak oni to nazywają przepełniony pociętymi częściami ciała (tak uważam to za idiotyczne i choć w przeciwieństwie do większości ludzi "hejtujących" takie zachowanie po części wiem jak trudno z takiego stanu wyjść to nie zmienia to faktu, że wyrażanie smutku poprzez okaleczanie jest jak choroba psychiczna) tylko bardziej jak coś w rodzaju wiecznego spokoju, prawie jak po narkotykach tylko bez radości. Najgorsze było to, że większość ludzi myślała, że oddalam się od społeczeństwa specjalnie, przez co bardzo wiele dobrych kontaktów stopniowo się pogarszało. To było bardzo dziwne, przeminęło mi dopiero 1 góra 2 miesiące temu i tak samo jak się zaczęło przeminęło sam nie wiem jak. Generalnie odkąd już jestem "normalny" to zauważyłem, że zacząłem się dużo bardziej angażować we wszystkie przyjaźnie i znajomości niż kiedykolwiek i teoretycznie to jest dobre, poznałem kilka nowych osób ale zauważyłem, że w niektórych przypadkach idzie to w całkowicie złym kierunku, mam wrażenie, że zacząłem się "płaszczyć" i przymykam oko na pewne rzeczy. Oczywiście, jak znam siebie to po tym jak to sobie dziś uświadomiłem zrobię jakieś radykalne zmiany w rozmowach z innymi i cóż, zobaczę co z tego wyniknie.
Przeraża mnie zabobonność, ignorancja i arogancja, czasem mam wrażenie, że inni ludzie są przewlekle zdziwieni faktem, iż jestem dla nich zwyczajnie miły czy też kulturalny. Specjaliści, różnej maści usługodawcy są zdziwieni, że traktuje ich poważnie, profesjonalnie. Czasem zastanawiam się, jak musi wyglądać przeciętna interakcja takich osób, jeśli moja, zdaje mi się, przeciętna kultura w kontakcie z nimi stanowi takie zaskoczenie. Jaki świat tworzą osoby, które tak się zachowują, co ich otacza. Najsmutniejsze są chyba zwierzęta, które przy okazaniu odrobiny czułości i miłości wewnętrznie ożywają, oddając tę miłość, jak tylko mogą. Czy inni są tak nieczuli, czy też ja przesadnie emocjonalny? Nie potrafię wyobrazić sobie świata, w którym miałbym nie kochać, chwil, miejsc, ludzi, zwierząt, wszystko to zapewnia tak wiele radości, na tak wielu płaszczyznach. Porażki, czy też momenty załamania, przynajmniej z obecnej perspektywy wydają się być jedynie małymi przerwami, drob...
Komentarze
Prześlij komentarz