Jako, że jestem z całkowicie normalnej rodziny (w tych czasach będę tak to nazywał gdyż, niestety para homoseksualistów, która wychowuje dziecko nie jest już abstrakcyjnym zjawiskiem) a w dodatku bardzo kochającej, niczego mi nigdy nie brakowało ale nie mogę też stwierdzić, że mnie rozpieszczali, jakimś magicznym sposobem znajdywali w tej kwestii umiar. Ogólnie to bardzo ich szanuję (czasami mam wrażenie, że aż za bardzo, zawsze ich bronię itd. a to przecież nie zawsze jest dobre ;_;) i mam z nimi dobre relacje, wiadomo sprzeczki się zdarzają ale rzadko. Jako, że tata od zawsze dosyć późno wracał z pracy (zawsze było coś do załatwienia) to mama była główną osobą, która się mną zajmowała. Nie mogę powiedzieć, że tata o mnie nie dbał czy coś w tym rodzaju, bo starał się i stara się do dziś, co widzę i rozumiem, ale nie da się ukryć, że jestem bardziej podobny do mamy. Dosyć tego pisania o wszystkim, odwołując się do tytułu - jak już wcześniej wspomniałem w rodzinie zawsze miałem to "domowe ciepło" i miłość a jako, że jestem bardzo emocjonalną osobą to bardzo ją sobie ceniłem. I jak to zwykle bywa przy dorastaniu musiałem się zderzyć "ze ścianą" prawdziwego życia, teoretycznie mnie na to przygotowywali ale wiadomo jak to jest, zawsze może wydarzyć się coś co będzie jak cios w serce. I pomijam zwykle w takich sytuacjach wspominane miłości bo jestem osobą stosunkowo kochliwą i od zawsze przebywającą w towarzystwie bardziej kobiet niż mężczyzn (jakoś od zawsze tak było) to jako, że towarzystwo kobiet i matczyna miłość nakładały się na siebie mam w sobie pewne odruchy i cechy bardziej kobiece, jak wcześniej wspomniana emocjonalność i tego typu rzeczy. Jak mówiłem, miłość nie zrobiła na mnie wrażenia, byłem zachwycony jak chyba każdy ale jakoś zawsze szukałem "wyzwań" jeśli można tak do nazwać, można powiedzieć, że jest to rzeczowe traktowanie kobiet ale chciałem poznań dziewczynę, którą nie będzie uległa, którą pomimo mojej miłości (oczywiście możecie powiedzieć, że jestem za młody i gówno wiem o życiu) będzie miała coś więcej niż swoje zdanie, jakąś barierę, do przebicia ale nie za łatwą i chyba mi się udało. Ale pomijając i wracając do przeszłości to gdy bylem zakochany w pewnej dziewczynie (coś między zauroczeniem a miłością - równie krótkie co 1 ale poważne jak 2) to jakoś tak się złożyło, że zostałem zdradzony, raz, że przez dziewczynę, dwa, że przez najlepszego przyjaciela. To był cios, ogólnie moje życie diametralnie się zmieniło i teoretycznie było to bardzo "chamskie" z jego strony ale mam wrażenie, że nadeszły wtedy we mnie nieodwracalne zmiany, wydaje mi się, że zmężniałem i teoretycznie to "ich" zasługa ale tak sobie myślę, że spokojnie mógłbym dokonać tych zmian z biegiem lat a nie w tydzień, łagodniej. Ale nie ma co dłubać w przeszłości :)
To tyle na ten wpis.
To tyle na ten wpis.
Komentarze
Prześlij komentarz