Przejdź do głównej zawartości

O wszystkim i o niczym.

Ostatnio bardzo chcę coś napisać ale zawsze jak już zasiadam to tracę wątek i chęci, na samym początku stwierdziłem, że nic na siłę nie będę pisać ale jak teraz myślę to gdybym miał zrobić wpis (co właśnie robię ;_: ) to bym go zrobił o wszystkim, taki zbiór różnych rzeczy.
No to zaczynajmy, na wstępie tak wtrącając między moimi życiowymi pierdołami to co myślę o wszystkich stronkach typu "beka z Trykniewicza". Nie rozumiem ludzi, którzy to wstawiają (oczywiście najprawdopodobniej to banda znudzonych nastolatków ale nie jest to takie pewne). Jeśli w naszym kraju dzieją się takie rzeczy, że ludzie, którzy w mojej opinii powinni zostać poddani dożywotniej pracy (żeby sam na siebie robił a nie, żeby żył z naszych podaktów) lub karze śmierci wychodzą to wtedy wcale nie jest śmieszne, to jest brzydko mówiąc pojebane. Moim zdaniem zamiast śmiania się z tego powinniśmy próbować coś zmienić (w taki czy inny sposób, niczego nie sugeruje ale internet to wspaniałe narzędzie do zmieniania stanu rzeczy)
A tak wracając do mnie, to mam dziwne wrażenie, że się "stabilizuje", jestem spokojniejszy, mniej porywczy, nareszcie mam wrażenie, że ze znajomymi i przyjaciółmi wszystko jest na swoim miejscu (po tym jak przestałem rozmawiać z paroma osobami) jedynym problemem jest to, że zostawiłem kilka spraw w przeszłości nie robiąc z nimi nic i teraz mi to zalega. Pożyjemy zobaczymy :)
Strasznie mi przeszkadza to, że nie umiem znaleźć balansu pomiędzy znajomymi/przyjaciółmi a miłością, po prostu nigdy jeszcze nie potrzebowałem bo to się tak jakoś samo zgrabnie łączyło ale teraz tak nie jest, poza tym nie wiem czy w moim jakże młodym wieku chcę wchodzić w poważne relacje/związki czy raczej skupić się na przyjaciołach, teoretycznie jestem za młody na stabilizowanie się w życiu ale przecież możliwe, że np. drugiej takiej szansy nie będzie, zauważyłem też, że lubię wszystko komplikować (samoistnie) w każdą sytuację, która wydaje się prosta muszę włączyć wszystkie wspólne (z daną osobą) problemy. No to chyba tyle, ten wpis jest chyba trochę inny ale cóż

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kochać, to znaczy istnieć

 Przeraża mnie zabobonność, ignorancja i arogancja, czasem mam wrażenie, że inni ludzie są przewlekle zdziwieni faktem, iż jestem dla nich zwyczajnie miły czy też kulturalny.  Specjaliści, różnej maści usługodawcy są zdziwieni, że traktuje ich poważnie, profesjonalnie. Czasem zastanawiam się, jak musi wyglądać przeciętna interakcja takich osób, jeśli moja, zdaje mi się, przeciętna kultura w kontakcie z nimi stanowi takie zaskoczenie. Jaki świat tworzą osoby, które tak się zachowują, co ich otacza.  Najsmutniejsze są chyba zwierzęta, które przy okazaniu odrobiny czułości i miłości wewnętrznie ożywają, oddając tę miłość, jak tylko mogą. Czy inni są tak nieczuli, czy też ja przesadnie emocjonalny? Nie potrafię wyobrazić sobie świata, w którym miałbym nie kochać, chwil, miejsc, ludzi, zwierząt, wszystko to zapewnia tak wiele radości, na tak wielu płaszczyznach. Porażki, czy też momenty załamania, przynajmniej z obecnej perspektywy wydają się być jedynie małymi przerwami, drob...

Niechęć.

Problem z pisaniem kolejnych wpisów to nie brak pomysłów, bo te przychodzą, on leży gdzieś indziej. Mianowicie jeśli już na coś wpadnę i dokładnie to przemyślę to praktycznie zawsze dochodzę do wniosku iż jest to rzecz na tyle oczywista, że nie warto jej opisywać, a jeśli ktoś jeszcze do niej nie dotarł to chyba lepiej by sam odrobił tą lekcję i nauczył się na błędzie, łatwo zrozumieć coś po przeczytaniu, znacznie ciężej to zaakceptować i zastosować. Natomiast pisząc tylko o sobie i sytuacjach czuję się okropnie egoistycznie, nie lubię skupiać się jedynie na sobie, to znacząco ogranicza mi perspektywę, a pisząc w ten sposób trochę to robię, bo me myśli idą na tory dotyczące jedynie mej osoby. Kolejnym problemem jest moja wieczna potrzeba udoskonalania wszystkiego co z siebie wypuszczę, najchętniej usunąłbym jakieś 3/4 postów znajdujących się na tym blogu bo nie pasuje mi w nich główna sentencja czy nawet kilka zdań. To nie to, że stają się nieaktualne (chociaż czasem też) ale czuję, że...

(nie)zrozumienie

  Jestem osobą dosyć nietypową co chyba jasno możecie określić z moich poprzednich wpisów (jeśli mnie nie znacie) ale zauważyłem, że dosłownie w każdej mojej przyjaźni samoistnie, bo nie celowo, zmieniam ludzi, z którymi przebywam, czasem na lepsze, czasem na gorsze ale generalnie tak, żeby mi odpowiadało. I mam poczucie, że jest brzmi to jak częściowe wysługiwanie się ludźmi to takie nie jest, bo są to zmiany z rodzaju tych mniej ważnych, ale fakt, że potrafię tak zmieniać swoje otoczenie bez mojej woli sam w sobie jest dla mnie ciekawy.   Ogólnie to sam siebie nie rozumiem, moich potrzeb, oczywiście te podstawowe owszem, ale mam pełno wewnętrznych potrzeb, że albo nie umiem ich zidentyfikować albo są na tyle dziwne i niezrozumiałe, że staram się myśleć, że ich nie ma. To, że przyjaciele mnie nie rozumieją jest przy takim toku myślenia całkowicie oczywiste i właściwie, to żaden z moich znajomych nie ma odgórnego wpływu na moje postępowanie, jeśli nawet próbuje to może ingero...